To będzie długa historia, ale oto ona.

W tym czasie moja córka miała zaledwie sześć miesięcy. Dla kontekstu: moja szwagierka (obecnie była szwagierka) i ja miałyśmy bardzo napięte relacje. Miała niezliczone problemy — więcej, niż mogłabym wymienić — i nadal je ma. Zdradziła mojego brata wielokrotnie i zdiagnozowano u niej chorobę afektywną dwubiegunową oraz psychozę borderline. Co gorsza, mój mąż był wtedy najlepszym przyjacielem mojego brata i pewnego razu próbowała z nim flirtować, lecz została stanowczo odrzucona. To odrzucenie wzbudziło w niej zazdrość wobec mnie.

To wszystko wydarzyło się podczas spotkania rodzinnego — nacisk na rodzinne. Nasze spotkania były głośne, radosne, pełne śmiechu, gier i jedzenia. Jedną z największych tradycji była zabawa w rzucanie jajkami — chaotyczna, bałaganiarska i niesamowicie zabawna.

Gdy wydarzenie zbliżało się do końca, a ludzie pakowali jedzenie i szykowali się do rzucania jajkami, poprosiłam moją mamę — która nie brała udziału — czy może zająć się moją córką, podczas gdy ja i mój mąż będziemy uczestniczyć. Zgodziła się chętnie, więc zostawiłam moją córeczkę w jej nosidełku.

Około trzydzieści minut później, po zakończeniu rzucania jajkami, wróciłam po córkę. Moja mama jej nie miała. Gdy zapytałam, gdzie jest, powiedziała, że przyszła moja ciotka i zabrała ją, bo chciała ją przytulić. Poszłam szukać ciotki, ale ona też nie miała dziecka. Powiedziała mi, że moja siostra zabrała dziecko od niej. Poszłam do siostry — nadal brak dziecka. Powiedziała, że już oddała moją córkę do nosidełka u mojej mamy.

Ale gdy sprawdziłam, nosidełko było puste.

W tym momencie ogarnęła mnie panika. Chociaż było to spotkanie rodzinne, odbywało się w parku publicznym, co wszystko czyniło jeszcze bardziej przerażającym. Mój mąż, mama, ciotka i ja zaczęliśmy szukać wszędzie. Przez około trzydzieści minut pytaliśmy każdego członka rodziny, w środku i na zewnątrz budynku. Nikt nie miał mojego dziecka. Nikt jej nie widział.

Minęły prawie dwie godziny. Byłam histeryczna, płakałam bez opamiętania, a ktoś już poszedł wezwać policję. Bardzo potrzebowałam toalety, ale wstrzymywałam się, bo nie mogłam znieść myśli o przerwaniu poszukiwań. W końcu ból stał się nie do zniesienia, a mój mąż nalegał, abym poszła szybko, podczas gdy wszyscy inni kontynuowali poszukiwania.

Pobiegłam do toalety i wskoczyłam do pierwszej kabiny, nawet jej nie zamykając. Gdy się wypróżniałam, usłyszałam dźwięk, który zatrzymał moje serce — gruchanie mojej córki. Od razu wiedziałam, że to ona. Skończyłam tak szybko, jak mogłam, i zaczęłam sprawdzać każdą kabinę. W ostatniej znalazłam moją szwagierkę, siedzącą spokojnie i trzymającą moje dziecko, które na szczęście było nietknięte i nieświadome sytuacji.

Oderwałam moją córkę z jej ramion, przytuliłam i pocałowałam, a następnie domagałam się wyjaśnienia, co robiła — dlaczego prawie dwie godziny ukrywała się w łazience z moim dzieckiem, podczas gdy cała rodzina szukała jej desperacko.